Dwie wieże, fajerwerki i dużo muzyki - czyli sentymentalny weekend w opolskim.
- 12 lip 2017
- 2 minut(y) czytania

Aż wstyd się przyznać, że mieszkając niedaleko Opola, przez ostatnie 20 lat ani razu nie byłam na Wieży Piastowskiej. Jednak zdecydowanie nie żałuję, że wybrałam się dopiero teraz! Po wielu remontach i okresach kiedy była nieczynna nadeszły jej czasy świetności. Razem z Wolfem byliśmy zafascynowani wykorzystaniem multimediów, które uzupełniały historię opowiadaną przez przewodnika.
Na moim instagramie znajdziesz krótki fragment gry cieni.
Wstęp na wieżę to jedyne 6 zł, a widoki bezcenne!
A oto widok Młynówkę, którą uwielbiam spacerować późnym wieczorem, ratusz, katedrę...

Tuż przy poprzedniej atrakcji znajduje się Muzeum Polskiej Piosenki w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki. Bardzo chciałam to muzeum odwiedzić już od pierwszych dni jego otwarcia. Byłam bardzo entuzjastycznie nastawiona i niestety troszkę się rozczarowałam.

Jako nastolatka w NCCP zniszczyłam niejedne trampki, przy pogo, oczywiście. Do polskiej muzyki i koncertów tutaj mam ogromny sentyment, liczyłam więc na coś więcej. Tymczasem oprócz kilku eksponatów historycznych związanych z radiem nie znalazłam nic ciekawego. Nie można odmówić muzeum tego, że jest bardzo nowoczesne. Multimedialne. I zaraz ktoś zapyta : hola! Czy czasem przed chwilą nie zachwycałaś się multimediami w wieży? No tak... Ale prawda jest taka, że wszystkie zgromadzone utwory, które są udostępnione zwiedzającym znam i słucham. Są one powszechnie dostępne w internecie. Podobnie jak opisy zespołów, nawet tych zapomnianych, które już dawno nie istnieją. Zabrakło mi "tego czegoś", miałam wrażenie, że wszystko jest takie pobieżne, "po łebkach".
Niemniej jednak w budce do lepszego karaoke (imitujące studio nagrań) zawyłam do mikrofonu i przez chwilę czułam się jak gwiazda ;)
Łezka w oku zakręciła się też na wspomnienie, o walkmanie, radiu, kasetach i discmanie.

Bilet kosztował 15 zł i mimo tego, że nie żałuję wydanych pieniędzy, wiem, że raczej nie odwiedzę tego muzeum ponownie.
Między Opolem a Nysą trafiliśmy do Zamku Niemodlin. Obiekt ten przez lata widziałam w różnym stanie. Za czasów mojego dzieciństwa odbywały się tam różne imprezy. Później niszczał, a kolejni właściciele nie robili w nim nic. Obecnie zamek znów ma polskich właścicieli i z dnia na dzień widać jak przywracają mu dawną świetność. Został już wymieniony dach, remonty i renowacje cały czas trwają a w weekendy mogą go odwiedzać turyści oraz miłośnicy architektury. Wolf wykazał się odwagą i pospacerował po wieży zegarowej ;)
Wstęp na Zamek w Niemodlinie w zależności od wybranej trasy kosztuje 10-15 zł. Dla mnie ta kwota jest symboliczną cegiełką w dbaniu o lokalne dobro.
W tym miejscu chciałam również podziękować opiekunom za możliwość sfilmowania i sfotografowania wszelkich zakamarków.
Sobotnie popołudnie spędziliśmy nad Jeziorem Nyskim. Za dnia piękne widoki zapewniają nam Góry Opawskie doskonale widoczne na horyzoncie. Zdecydowanie klimatu dodaje przystań z żaglami. Na dłużej można się zatrzymać w domkach letniskowych tuż przy samej wodzie.

Od kilku lat w wakacje odbywa się tutaj festiwal wody i ognia. W konkursie na pokaz fajerwerków biorą udział 3 firmy. W tym roku wygrała firma FENIX z Zielonej Góry.
Pokaz piękny, choć niestety za daleko od sceny siedzieliśmy, więc nie było słychać przygotowanej muzyki. Niemniej jednak imprezy Sylwestrowe się chowają ;) Poniżej namiastka doznań wizualnych.
Wstęp bezpłatny. Za parking zapłaciliśmy 10 zł, co by daleko nie chodzić i dać zarobić lokalsom ;)
A gdzie Ty wybierasz się na weekend? Co polecasz odwiedzić?


Komentarze